Ach ta Wisełka. Na wesoło

Ach ta Wisełka. Na wesoło

Wraz z kolegami – Bartkiem i Kozim oraz z koleżanką Kasią przebywaliśmy przez ponad tydzień na zgrupowaniu Boccia w Wiśle. Mieliśmy dwa treningi dziennie, bardzo zróżnicowane ze względu na odmienny punkt widzenia obecnych tam trenerów. Podobała mi się rywalizacja indywidualna, bo wtedy mogłem ocenić własne możliwości, które doprowadziły do tego, że znalazłem się na tym zgrupowaniu. Dzięki temu wiem co muszę poprawić / ulepszyć w swojej grze, aby było jeszcze lepiej. Z mojego punktu widzenia muszę poprawić siłę, ponieważ denerwowało mnie to, że często nie mogę dorzucić do końca boiska.

Moje poranki wyglądały następująco: rano ciężko było wstać, z tego też powodu potrzebowałem pobudki w osobie pani Malwinki. Pani Malwinka przychodziła do mnie o 7.30 i zmuszała do opuszczenia łóżka. Używam słowa „zmuszała” dlatego, że nie miałem najmniejszej ochoty, aby tak wcześnie wstawać a ona skutecznie tłumaczyła, po co tu jesteśmy i dlaczego trzeba wstawać akurat o tej porze (śniadanie o godzinie 8.00, pierwszy trening 9.30). Mieszkałem w pokoju z panem Markiem, który tez miał swój udział w motywowaniu mnie rano do działania.
Każdego ranka pobudzał mnie do działania, używając do tego różnych sformułowań, np.: „ No to Pulpeciku szybko do łazienki i schodzimy na śniadanie”. To, że nazywał mnie „Pulpecikiem” wcale nie było dla mnie obraźliwe, wręcz śmieszyło mnie.

Uwielbiałem spotkania przy stole podczas wspólnych posiłków. Zawsze starałem się zachować kulturę na wysokim poziomie. Prosząc pana Marka np. o chleb, mówiłem: „ Czy mógłby pan być tak miły i podać mi chleb?”. Na co pan Marek odpowiadał: „ Ależ oczywiście Kamilku, mógłbym podać ci ten oto chleb w tym oto danym naczyniu” „ Czy byłby pan tak miły i podałby mi pan serwetkę?” Pan Marek: „Drogi Kamilku z tego oto zwitka serwetek, podaję ci oto te kilka serwetek, co by mogły posłużyć Ci do wytarcia tego oto jedzenia z tej oto twojej okrąglutkiej buźki” 🙂

Największą „atrakcją” dla innych podczas posiłków było słodzenie herbaty w moim wykonaniu. Stawiano przede mną szklankę z herbatą oraz cukierniczkę. Następnie brałem w dłoń łyżeczkę i przy dopingu zgromadzonych wokół mnie osób przystępowałem do dzieła. Cała sztuka polegała na tym, abym przeniósł do szklanki cukier, tak aby cała zawartość łyżeczki znalazła się w herbacie, co wbrew pozorom wcale nie jest dla mnie takie proste. Dlatego nie jest proste, bo w kulminacyjnym momencie zaczyna mi drżeć ręka i cukier z łyżeczki nie ląduje w szklance lecz poza nią. Być może jest to związane z moją spastycznością albo ze zdenerwowaniem wynikającym z obecności „ kibicujących” mi osób.

Zamiast jednego z popołudniowych treningów zrobiliśmy sobie wyjazd do Czeskiego Cieszyna. Największą z atrakcji tego wyjazdu była podróż, ponieważ nasz kierowca, ku uciesze wszystkich, wykazał się niesamowitym poczuciem humoru. Na pytanie czy wie jak jechać, odpowiedział że jedzie „na czuja”. Zbliżając się do przejścia dla pieszych, przez które przechodziła kobieta ubrana na czarno, rzucił tekst: „ Męża pochowałaś a teraz sama chcesz zginąć” 🙂 W ogóle cała osoba naszego kierowcy doprowadzała mnie do śmiechu.

Zgrupowanie zakończyło się rozgrywkami. Zawodnicy grali każdy z każdym. Każda osoba z kategorii BC2 zagrała 6 meczy. Wygrałem 3 mecze, zdobywając 7 punktów, a przegrywając 3 mecze straciłem punktów 16. Muszę popracować nad tym, aby w sytuacji przegranej tracić jak najmniej punktów.

Pozdrawiamy.

Kamil i jego osobisty pisarz.

 

 

 

Dodaj komentarz