O moich pierwszych krokach w Bocci…

O moich pierwszych krokach w Bocci…

Kiedy uczęszczałem do Ośrodka, ze wszystkich zajęć najbardziej lubiłem geografię. Poznawałem różne kraje, ich historie byłem nimi zaciekawiony i pomyślałem, że może w przyszłości odwiedzę je. Pewnego dnia przyszedł pan Irek do naszej sali i powiedział nam że w naszym ośrodku chciałby spróbować prowadzić zajęcia sportowe, kto chciałby chodzić to ten może. Moje koleżanki i koledzy chcieli chodzić na te zajęcia – „dobrze” powiedział pan Irek „za tydzień zaczynamy pierwsze zajęcia”. Pomyślałem, że to głupi pomysł, ale pójdę i zobaczę. Po chwili pobytu na sali chciałem wyjść, ale nie mogłem, bo pani nauczycielka powiedziała, że jak się zdecydowałem to mam zostać – i tak zrobiłem.. Parę tygodni później pan Irek, który wrócił ze szkolenia w Anglii, pokazał mi i moim kolegom nową dyscyplinę sportu – Boccię. Grały w nią osoby niepełnosprawne, z takim typem niepełnosprawności jaki ja mam. Pan Irek pokazał nam zdjęcia i filmy z Mistrzostw Świata w Boccię i zapytał kto chciałby trenować. Zgłosiłem się ja i kilku moich kolegów. Pomyślałem, że jeżeli będę dobry, będę miał możliwość zwiedzania innych krajów poprzez wyjazdy na Mistrzostwa.

Pierwsze moje treningi były bardzo słabe, a nawet marne, jednak pan Irek powiedział, że jeśli będę starał się to będę coraz lepszy, a kto wie, może w przyszłości będzie ze mnie dobry zawodnik. Pierwsze treningi były kiepskie, ale początki zwykle są trudne. Moim pierwszym asystentem został Adam i to z nim pojechałem na pierwsze zawody. Poszło mi na nich tak dobrze, że pan Irek wytypował mnie do wyjazdu na Mistrzostwa Polski do Wągrowca. Droga była daleka i męcząca, ale po dojechaniu na miejsce nie mogłem zasnąć – rozmawiałem z Panem Bogiem i prosiłem Go, aby pozwolił mi wygrać.

Rano wypiłem mocną kawę i poszedłem na zawody. Mistrzostwa zaczęły się dla mnie od dwóch meczy – z zawodnikami z Warszawy i Poznania, trochę się bałem, ale udało mi się zwyciężyć. Drugi mecz był ciężki, nie było łatwo wygrać, bo przeciwnik był dobry. Ale dałem radę i zakwalifikowałem się do półfinału.. Jak wróciłem do hotelu, poszedłem prosto do łóżka. Na początku drugiego dnia poszedłem do tablicy ogłoszeń zawodników, kiedy mają grać. Najpierw zobaczyłem, że zaraz ma grać najlepszy kolega z klasy i poszedłem na ten mecz. W tym samym czasie inny kolega i koleżanka mieli swoje mecze, chciałem zobaczyć wszystkie mecze kolegów, ale musiałem coś wybrać. Pomyślałem więc , że zostanę przy mojej kategorii – BC3, bo mam zaraz mecz o wejście do finału. Jak czekałem na mój najważniejszy mecz dowiedziałem się, że moi koledzy wszystkie swoje mecze przegrali i że liczą na mnie, bo z całej grupy doszedłem tak daleko. Pomyślałem – „słuchaj chłopaku teraz nie możesz wszystkich zawieść”. Po godzinnym meczu byłem w szoku – wygrałem półfinałowy mecz i dostałem się do finału. Mecz finałowy grałem z Poznaniem, trwał grubo ponad godzinę. Po raz pierwszy w historii Bocci zostałem mistrzem Polski. Byłem bardzo szczęśliwy, że mimo niewielkiego doświadczenia udało mi się wygrać i dumny kiedy odbierałem puchar i nagrody.

Ciąg dalszy nastąpi…

Dodaj komentarz